Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii w Piasecznie - Dom Matki Dobrego Pasterza

Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii w Piasecznie - Oferta szkół 2017/2018 - 2017

Poniżej przedstawiono wspomnienia byłych wychowanek związane z pobytem w Ośrodku. Jesli chcesz przesłać wspomnienia na naszą stronę, skorzystaj z formularza i wyślij swoją opinię: Link do formularza


Martyna

Mam na imię Martyna, do ośrodka trafiłam w klasie gimnazjum, którą tam powtarzałam w roku szkolnym 2011/12. Byłam tam ze względu na moje zachowanie, jak większość dziewczyn. Byłam wtedy oporna, nie zwracałam uwagi ile bólu sprawiam osobom, które chcą dla mnie dobrze. Byłam w ośrodku 4 lata, na początku strasznie narzekałam, nie chciałam tam być. Gdy skończyłam gimnazjum miałam okazję wyjść z ośrodka, ale jednak zostałam tam w szkole zawodowej czego nie żałuję. Miałam iść do MOW-u, ale wychowawcy, którzy zobaczyli we mnie zmianę dużo mi pomogli. W wakacje przed 2 zawodówką zaszłam w ciąże. Myślałam, że nie skończę szkoły, ale w ośrodku poszli mi na rękę, pomogli skończyć szkołę. Dziś mam 7 miesięczną córeczkę i nie chcę, żeby popełniła moje błędy. Dziękuje wszystkim wychowawcom, szczególnie S. Marcie, Pani Marcie Kucickiej i P. Agacie Kalebie. To wy najwięcej mi pomogłyście :)) Jestem wdzięczna, dzięki ośrodkowi stałam się lepszą, dobrą osobą! :) Jeszcze raz bardzo dziękuję!


Justyna

Witam, nazywam się Justyna – jestem wychowanką Domu Dziecka. Do MOS w Piasecznie trafiłam 4 lata temu, w 2012 roku i spędziłam w nim aż trzy lata. Przychodząc do Ośrodka byłam bardzo wulgarną dziewczyną przekonaną, że świat kręci się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie przestrzegałem żadnych norm ani zasad, nie miałam pojęcia co to dyscyplina – zawsze robiłam tylko to na co miałam ochotę. Nie przyjmowałam żadnych słów krytyki, bo przecież byłam idealna – z perspektywy czasu wiem, jak bardzo się wtedy myliłam... Borykałam się z wieloma problemami, jednym z nich była nieumiejętność nawiązywania kontaktów, nie potrafiłam i nie chciałam integrować się ze społeczeństwem. Gdy trafiłam do Ośrodka nie potrafiłam zrozumieć dlaczego opiekunowie Domu Dziecka mi to zrobili, miałam żal do wszystkich o to, że mnie zamknęli i że muszę być w tym Ośrodku. Zupełnie nie widziałam winy ani w sobie ani w swoim złym postępowaniu, winni byli wszyscy tylko nie ja. Trafiłam do grupy pierwszej, jak się wkrótce okazało najlepszej :) Wychowawcami tej grupy, przez trzy długie lata mojego pobytu w MOS były s. Mariola i p. Agatka. P. Agata dodatkowo była moim wychowawcą w szkole, więc „miała na mnie oko” non stop :) Na początku się buntowałam, a i później, co ze wstydem przyznaję, nie byłam najgrzeczniejsza. Jednak z czasem zaczęłam wierzyć, że MOS jest jedynym miejscem a wychowawcy i nauczyciele w nim pracujący – jedynymi osobami, które mogą mi pomóc zmienić coś w moim życiu. Oczywiście nie było kolorowo, bywały lepsze i gorsze dni, ale udało się. Dorośli pracujący w MOS potrafili mnie zmotywować, a co najważniejsze ciagle powtarzali, że dam radę – wierzyli we mnie, a to z każdym rokiem dodawało mi sił i sprawiało, że zaczęłam wierzyć w to, że nie jestem do niczego, że jestem ważna i że jest ktoś komu na mnie zależy. Zaczęłam konkurować z innymi dziewczynami o coraz lepsze wyniki w nauce i opłaciło się. Po każdym nawet najmniejszym sukcesie zapalało się dla mnie światełko, które rozświetlało ciemny tunel mojego życia. To tutaj poznałam co to dyscyplina, pomoc koleżeńska, praca zespołowa, szacunek do siebie i do drugiego człowieka, zaufanie oraz wolontariat – p. Agatko dziękuję :) Dzisiaj mijają cztery lata od dnia kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg MOS w Piasecznie, i cóż... - jestem szczęśliwą uczennicą drugiej klasy liceum, gdyby nie MOS może nadal nie skończyłabym gimnazjum, kto wie jak potoczyłby się mój los. Jedno jest pewne dzisiaj ze szczerym uśmiechem, radością, satysfakcją i wdzięcznością wspominam każdą chwilę spędzoną w Ośrodku. To był bardzo dobry czas, który sprawił, że dzisiaj jestem takim a nie innym człowiekiem. Serdecznie dziękuję p. Agacie i s. Marioli za trzyletni trud, cierpliwość i wkład pracy w moje jakże trudne wychowanie. Dziękuję też wszystkim nauczycielom i wychowawcom, cieszę się, że dane mi było poznać Was wszystkich. Z wyrazami szacunku i wdzięczności. Justyna M.


Kornelia

Witam! Nazywam się Kornelia pierwszy raz do Ośrodka trafiłam we wrześniu 2013 roku spędziłam w nim 2 lata, bardzo długie lata. Jako 15-latka byłam bardzo zbuntowanym dzieckiem, często uciekałam z domu, wagarowałam, nie miałam szacunku do innych, nie lubiłam gdy ktoś dyktował mi jak mam żyć. Nigdy nie potrafiłam dogadać się z Ojcem i to chyba najbardziej mnie bolało. Byłam bardzo zamknięta w sobie, wydaje mi się że dla tego że miałam żal do Boga że nie mam tego co inni tzn. tak mi się tylko wydawało. W ośrodku wiele się zmieniło. Na początku z trudem było mi wracać z przepustek do internatu ale czasu już nie cofnę, trudno było nawiązać kontakt z wychowankami i wychowawcami ale z czasem, zaczęłam się uczyć i tak naprawdę poznawać na nowo życie. Poznałam tu co to jest dyscyplina i samodyscyplina. Poznałam wiele wspaniałych ludzi i jak się okazało większość z nich miało podobne problemy, w końcu nie byłam ze swoimi sama. Znalazłam pomoc u wychowawców za co jestem im bardzo wdzięczna, najbliższa mojemu sercu została Pani Agata, gdyby nie ona, niezrozumiała bym tego że źle postępuję, zaufałam jej mimo że nie było to dla mnie łatwe. Teraz kiedy jestem już ponad rok poza ośrodkiem, z przyjemnością mogę wam powiedzieć jak bardzo zmieniło się moje życie dzięki MOS. Wychowawcy przygotowali mnie do dorosłego życia, nauczyli jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Teraz jestem uczennicą liceum ogólnokształcącego, kto by pomyślał? Z rodzicami dogaduje się bardzo dobrze, nawet z Ojcem z którym nigdy nie mogłam znaleźć wspólnego języka dogaduje się jak nigdy dotąd, teraz wiem jak bardzo mnie kochają i że wysyłając mnie do ośrodka robili to dla mojego dobra. Z perspektywy czasu cieszę się że spędziłam w ośrodku 2 lata mojego życia, ten czas przyniósł wiele dobrego w moje życie, bo nie wiadomo jakby potoczył się mój los gdyby nie on. Bardzo milo wspominam czas spędzony w MOS, wszystkie wzloty i upadki, pamiętam każdą pochwałę, myślę że wyniosłam wiele pozytywnych doświadczeń na przyszłe życie.

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim którzy mi pomogli. Szczególne podziękowania przesyłam Siostrze Marioli, a przede wszystkim Pani Agacie. Dziękuję!!!


Angelika

Nazywam się Angelika. Mam 17 lat. Po raz pierwszy do Ośrodka trafiłam 24 listopada 2014 roku. Co prawda byłam w nim krótko (zaledwie 7 miesięcy), ale ten czas pobytu dał mi dużo do myślenia o sobie, swoim życiu, podejścia do różnych spraw (także rodzinnych). Dzięki temu, nauczyłam się być bardziej rozważna, konsekwentna w swoich działaniach, czy nawet podejmowanych decyzjach. Trafiłam do niego ponieważ nie dawałam sobie rady z uczęszczaniem do szkoły, oceny też nie były najlepsze, moje stosunki z rodzicami i rodziną, znajomi którzy mieli podobną sytuację (choć rzadko się z nimi widywałam). Nauczyłam się też dbania o siebie i swoje rzeczy, porządku i odrobiny dystansu do siebie. Miałam zasądzony MOW, ale na szczęście mama miała odrobinę serca że mi chciała jeszcze pomóc i starała się właśnie o ten Ośrodek. Ten czas wspominam bardzo miło, choć jak w nim byłam to miałam wrażenie że wszyscy chcą mi zrobić na złość i uprzykrzyć życie, ale dopiero teraz zrozumiałam że to było dla mojego dobra. Myśląc o tym wszystkim, tak naprawdę to bym chciała wrócić i spędzić ten czas jeszcze raz! Teraz z narzeczonym (niedługo mężem) spodziewamy się dziecka. Jest to najwspanialszy prezent jaki kiedy kolwiek mogłam dostać!!


Ania

Nazywam się Anna. Do ośrodka trafiłam w połowie 2 klasy gimnazjum. Byłam bardzo oporna i miałam mnóstwo złych nawyków. Nie chciałam tutaj przyjeżdżać. Przerażało mnie to, że miałabym być w zamknięciu pod kontrolą. Jednak mimo wszystko mile wspominam pobyt tutaj. Stawiałam się długo i sprawiałam tym mnóstwo problemów. Zły dyżur, ucieczka, pyskówki i wiele innych. Wyrwać pomogły mi się z tego (za co będę wdzięczna do końca życia) s. Ola i s. Marta. To od nich zaczęłam "łapać" pożyteczne zajęcia. Nauczyłam się grać na gitarze, robić różańce i wiele innych. Nawet rzuciłam palenie. Powoli rozumiałam po co tu jestem. Zdałam najlepiej ze wszystkich gimnazjalny (za co też dziękuję p. Oli od biologii, p. Ewie od j. pol i p. Justynce wychowawczyni). Jakoś dałam radę. W każdym razie jakkolwiek nie chciałoby wam się tutaj być ten ośrodek jednak nie stoi tak o bez powodu. Ten ośrodek to szansa na to by nie zepsuć przyszłości. Oczywiście wszystko zależy od nas samych ale warto czasem spróbować inaczej podejść do sytuacji. Przy okazji dziękuję też p. Krzysiowi który jest najlepszym nauczycielem jakiego znam. Jego lekcje nigdy nie były nudne :) Jeszcze raz dziękuję tym którzy pomimo trudu zdecydowali się mnie wyprowadzić na prostą :)


Estera

Nazywam sie Estera. Mam 18 lat. Ośrodek opuściłam w 2013r. Pierwszy raz kiedy trafiłam do ośrodka miałam 13 lat, aż trudno w to uwierzyć że miałam "diabła za skórą". Byłam osobą bardzo wulgarną, nie oddawałam szacunku starszym osobom jak i również rówieśnikom. Byłam strasznie niezrównoważona. Myślałam, że cały świat się kręci wokół mnie i to ja ustalam reguły. Nie dopuszczałam do siebie żadnych uwag - po prostu żyłam tak jak chcialam bez żadnych zasad moralnych.

W pewnym momencie pobytu w ośrodku stwierdziłam, że czas sie zabrać za siebie. Powoli zaczynałam stosować sie do zasad w ośrodku chociaż przychodziło mi to z trudem, ale starałam się nie poddawać i próbowałam bardzo wiele razy odbić się od dna i wzbić się w górę. To wszystko zawdzięczam P. Lucynie i P. Renatce, które były przez 2 lata moimi wychowawcami i to one pokazywały mi, że życie ma sens kiedy chcesz tego sama. To One pokazały mi, że jeśli szanujesz samego siebie to z innymi nie będę miała żadnego problemu.

Moim autorytetem stały się właśnie te dwie kobiety, które o mnie walczyły i nie byłam im obojętna. Dziękuję P. Lucyno i P. Reniu.

PAMIĘTAJCIE ZAWSZE JEST NADZIEJA!!!


Kasia

Witam! Mam na imię Kasia. Ośrodek opuściłam w 2002 roku. Byłam w nim 3,5 roku. Trafiłam tu z powodu złego zachowania. A może chciałam ukryć się przed zyciem, które nieustanie dawało mi w kosć?

Na poczatku było ciezko. Bardzo ciężko! Każdy ma swoje przywiazania, nawyki, grymasy itp. Ja miałałam ich wiele... Z czasem jednak trzeba było sie przestawić, dać sie poskromić. Było różnie - były wzloty i upadki, łzy radości i żalu. Siosty nauczyły mnie miłości i szacunku do drugiej osoby. To One dały mi poczucie swojej wartosci i wiarę w to, że - mimo, że przeszłam dużo - mogę być szcześliwa. I tak też się stało!

Jestem mamą wspaniałych córek, żoną dobrego męża. I gdy zły los znów dał o sobie znać, bo zachorowałam na ciężką, nieuleczalną chorobę - nie zbutowałam się. Byłam przygotowana! Zaczełam się modlić. To w Ośrodku nauczyłam się modlić, rozmawiać z Bogiem, wołać do Niego... Z perspektywy czasu myślę, że tak naprawdę zawdzieczam Ośrodkowi całe moje przygotowanie do życia. Na wszystko w życiu trzeba zapracowac. Ale nie tylko pracą fizyczną, umysłową ale także siłą duchową.

W Ośrodku poznałam wspaniałe kumpelki. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Przeżyliśmy razem dużo fajnych chwil... (pamiętacie?).

Na koniec chciałabym podziekować wszystkim Siostrom i jego pracownikom za trud włożony w kształtowanie mnie. Szczególne podziękowania pragnę złożyć osobie która była i jest moim aurotytetem - Siostrze Grażynce. DZIEKUJĘ!

Joanna

Mam na imię Asia. W ośrodku spędziłam tylko rok, ale był to rok bardzo dużej zmiany w moim życiu.

Jako 16-latka byłam zbuntowana. Odmienność zdań - moja i mojej mamy - na prawie wszystkie sprawy - prowadziła do kłótni, a w rezultacie ich - ucieczek z domu i wagarów. W końcu nie zdałam do następnej klasy i ten fakt zadecydował o umieszczeniu mnie w ośrodku.

W Ośrodku wzięłam się ostro do nauki. Jednak nie tylko nauczyłam się jednak nie tylko tego że szkoła jest ważna, ale nauczyłam się odpowiedzialności za własne czyny. Doszłam do kompromisu z moja mamą oraz podjęłam ważne decyzje życiowe, które okazały się bardzo trafne i owocują do tej pory...

Nie stało by się tak jednak, gdyby nie ludzie pracujący z nami w ośrodku. Mam tu na myśli Siostry zakonne, wspaniałych Nauczycieli i Wychowawców, Dyrekcje oraz psychologów, którzy z całych sił starali się doprowadzić nas na dobra drogę życiową. Do nich zawsze człowiek mógł zwrócić się o pomoc, porozmawiać na każdy temat, czy poprosić o rade w trudnej sytuacji. Poznałam tu także wiele koleżanek, z którymi dotąd mam kontakt i zawsze mogę porozmawiać o problemach.

Teraz jestem studentką pedagogiki. Z perspektywy czasu cieszę się, że spędziłam w ośrodku rok mojego życia. Ten czas przyniósł wiele dobrego i nie wiadomo jak by się potoczył mój los, gdyby nie on. Często wspominam chwile spędzone w Ośrodku oraz ludzi, których tam poznałam. Myślę także, że wyniosłam z pobytu w nim wiele pozytywnych doświadczeń, nie tylko na obecne - ale i przyszłe życie.

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomagali i pomagają innym dziewczynom w Ośrodku. Szczególnie podziękowania przesyłam pani psycholog Marii G., której zawdzięczam naprawdę, ale to naprawdę bardzo dużo w moim życiu :)


Katarzyna

Cześć! Nazywam się Kasia. Ośrodek opuściłam w 2004 r. Nie byłam w nim długo, bo zaledwie drugie półrocze 3 klasy gimnazjum, ale te pół roku dało mi nowe spojrzenie na świat:)

Trafiłam do ośrodka, bo sprawiałam duże kłopoty... Nic do mnie nie docierało, robiłam na przekór wszystkim. Również sama sobie robiłam krzywdę... Ten Dom, Wychowawcy, Siostry i koleżanki otworzyły mi oczy. Wreszcie zrozumiałam, co robiłam i uświadomiłam sobie że mogę wszystko naprawić. I tak skończyłam gimnazjum, naprawiłam kontakty z rodzicami, poszłam do technikum, które też już skończyłam:)

Moje życie się ułożyło dobrze :) Mam wspaniałą córkę, kochającego męża, dobrą prace :) Mam życie, które kocham i za które chciała bym podziękować wszystkim osobom, które - w większy czy mniejszy sposób - pomogły mi go takim stworzyć.

Pozdrawiam wszystkich, których znam dzięki Ośrodkowi :)


Karolina

Mam na imię Karolina. Do ośrodka trafiłam w maju 2003, a opuściłam go w czerwcu 2007. Tu skończyłam gimnazjum i zasadniczą szkołę zawodową gastronomiczną.

Do ośrodka trafiłam w odpowiednim momencie mojego życia. Byłam bardzo zbuntowaną dziewczyną. Nie lubiłam, gdy ktoś mną rządził. Chciałam być dorosła, choć miałam dopiero 13 lat. Moja rodzina nie pozwoliła jednak, abym się stoczyła. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Gdyby nie oni, to nie wiem jak bym skończyła.

W ośrodku miałam wzloty i upadki . Na początku pobyt w ośrodku uważałam za bezsensowny. Siostry nie miały ze mną łatwo. Oj nie! Chciała bym im dziś podziękować za trud jaki wkładają w nasze wychowanie, jaki włożyły w moje wychowanie.

Dziś mam ponad 20 lat. Nigdy nie wstydzę się tego ze byłam w ośrodku. Bardzo mi go brakuje. Poznałam tu wiele wspaniałych osób. Z niektórymi po dziś dzień mam kontakt. Większość z nich ma już swoje rodziny. Cieszę się z nich szczęścia. Jeżeli ktoś chce zmienić swoje życie na inne i powierzyć je Bogu to pobyt w placówce Matki Dobrego Pasterza jest dobrym wyborem.

Z perspektywy czasu wiem, że Ośrodek dał mi wiele... Bardzo wiele. Gdybym mogła cofnąć czas, to pokazała bym siostrom jak bardzo ich cenie ... Życzę dziewczynom, które teraz przebywają w Ośrodku, dużo wytrwałości. Stawiajcie sobie co raz to wyższe poprzeczki! Pozdrawiam gorąco.


Aleksandra

Mam na imię Ola, ośrodek, w którym byłam dwa lata opuściłam w 2009 roku. Byłam uczennica gimnazjum i liceum.

Przyszłam do ośrodka z własnej woli, gdy miałam 16 lat. Mimo młodego wieku mój bagaż doświadczeń był bardzo duży. Wiem, że nic w moim życiu nie jest przypadkiem. To, że zostałam przyjęta do ośrodka, też nie było przypadkiem.

Gdy przyszłam do ośrodka byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie. To nie był bunt. Przepełniał mnie ból i żal do Boga o to, ile niesprawiedliwości i krzywdy jest w moim życiu. W ośrodku poznałam dużo ciekawych osób i poznałam czym jest dyscyplina. Zaczęłam uczyć się pokory i pozbywać egoizmu.

Zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko ja potrzebuje pomocy, ze są dziesiątki dzieciaków z problemami i nie ma ludzi gorszych. W ośrodku wiele się zmieniło. Oczywiście pierwsza natychmiastowa zmianą było chodzenie do szkoły. Zaczęłam się uczyć i tak naprawdę od nowa poznawać normalne życie. Byłam otoczona dobrą opieką sióstr i nauczycieli, którym z początku kompletnie nie ufałam. Jednak z czasem upór tych ludzi spowodował, że zaczęłam się otwierać i pokazał, że zaufanie komuś nie zawsze musi boleć.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że ten ośrodek uchronił mnie przed największym złem tego świata, złem, które było w zasięgu ręki. Wiem, że gdybym się nie znalazła w tym ośrodku, to już byłabym tylko wspomnieniem... Wspomnieniem również dla przyjaciół, którzy wcale nimi nie byli.

Wspominając to miejsce zawsze mam uśmiech na twarzy, bo mimo tego, że było ciężko, byli też ludzie którzy pomagali sie podnieść po każdym upadku i otrzepać kolana. Myślę, że wielkim atutem tego miejsca jest miłość, którą doświadcza każdy, kto sie tam znajduje. Jestem pewna, że nawet najbardziej zbuntowana dziewczyna się jej nie oprze i prędzej czy później dopuści ją do swojego serca - tak jak ja.

Jedna siostra powiedziała mi kiedyś, że powinnam dawać siebie innym i to właśnie postawiłam za cel swojego życia. Pragnę pomagać biednym i zagubionym dzieciom, bo każdy zasługuje na miłość, a w oczach Pana Boga wszyscy jesteśmy równi i tak też powinno być w oczach ludzi.

Chcę podziękować wszystkim, którzy cierpliwie stali u mojego boku, których wiara pomogła mi stać się lepszym człowiekiem. DZIĘKUJĘ.


Katarzyna

Mam na imię Kasia. Ośrodek, w którym byłam 7 lat, opuściłam w 2006 r. Byłam uczennicą Szkoły Podstawowej, Gimnazjum i Zasadniczej Szkoły Zawodowej.

Gdy przybyłam do Ośrodka to szybko zrozumiałam, że tu wiele rzeczy sie nauczę. Byłam wtedy strasznym leniuchem. Do nauki nigdy nic nie miałam zadane. W Ośrodku wiele się zmieniło. Zaczęłam się lepiej uczyć. Znalazłam zrozumienie u moich wychowawców. Bardzo dużo mi pomogli. Dzięki nim skończyłam szkołę. Moje relację z rodzicami sie poprawiły. Teraz jest super.

Z perspektywy czasu myślę, że Ośrodek dał mi bardzo dużo. W Ośrodku nauczyli mnie porządku, dyscypliny i wiele różnych rzeczy. Bardzo mile wspominam te czasy. Najbardziej tęsknie za moimi wychowawcami a także za koleżankami z mojej klasy. Też za wspólnymi wyjazdami, np. na ferie. Za scenkami, w których brałam udział...

Obecnie planuje znaleźć jakąś prace i kupić sobie mieszkanie. No i w końcu założyć rodzinę... Fajnie by było jak byśmy my stare uczennice i wychowanki sie spotkali (co Wy na to?). Jestem bardzo zadowolona z tego, że chodziłam do tej szkoły i dziękuje moim wychowawcą za to, że pomogli mi w nauce.


Wiola

Mam na imię Viola. Ośrodek opuściłam w 2000 roku, jako uczennica dochodząca. Aż nie chce mi sie pisać o tym, co działo sie w moim życiu zanim tam trafiłam... I co byłoby, gdybym w porę się tam nie znalazła...

Moje życie nie miało sensu... Przychodząc do Ośrodka miałam za sobą trzy próby samobójcze, problemy z prawem, szkołą, alkoholem itp. Byłam dwie klasy do tyłu... Miałam bardzo poważne problemy ze sobą, byłam słabym i nie zbyt dobrym człowiekiem. Dziś wiem, że nie żałuje czasu spędzonego w tym miejscu. Wiem, że ośrodek ten był moja ostatnią deską ratunku... Przed czym? Przed zakładem poprawczym, a w przyszłości zapewne więzieniem, przed samą sobą...

Będąc tu, powoli, każdego dnia coś zmieniało się w moim życiu. Dzięki dobroczynnemu wpływowi Sióstr, ukończyłam dwie klasy szkoły podstawowej w ciągu jednego roku, co cofnęło moje dwuletnie zaległości. Ale to nie tylko to... W Ośrodku pojęłam również sens istnienia człowieka, po co żyje, po co został stworzony...

Czas spędzony w Ośrodku był dla mnie szczególnie ważny w 2003 roku, mimo że już nie byłam uczennica tamtejszej szkoły. W tym właśnie roku straciłam rodziców. Zapewne, gdybym nie poznała wartości jakie wpoiły mi Siostry, moje życie zakończyłoby się w tym też 2003 roku, poprzez kolejna próbę samobójczą.

Dziś mogę powiedzieć, że Siostry nie tylko wyleczyły mnie z demoralizacji, ale również ocaliły mi życie. Pragnę złożyć podziękowania dla obu pań Dyrektor za swoja prace, trud i cierpliwość jaka wkładają w odpowiednie wychowanie młodych ludzi. Obecnie jestem mamą i żoną. Uważam też, że jestem dobrym człowiekiem. Nie potrafię wyrazić słowami wdzięczności jaką darze cały zespół pracowników Ośrodka. Dziękuję również swojemu wychowawcy - Panu Jurkowi, gdyż szczególnie pomocne - w moim obecnym życiu - okazały się prowadzone przez niego godziny wychowawcze. Jak juz wspominałam mam teraz własna rodzinę i jestem szczęśliwą kobietą... Uważam, że takie placówki są niezbędne choćby po to, by uchronić młodego człowieka przed egoizmem, znieczulicą społeczna i samozagładą.

Chciałabym zwrócić sie do dziewcząt obecnie tam przebywających. Pamiętajcie, że to nie kara, że znalazłyście sie w tym Ośrodku, wręcz przeciwnie! Dostałyście duży dar i wielką szansę dla Waszej przyszłości. Nie zmarnujcie jej!


Angelika

Nazywam sie Angelika. W Ośrodku byłam jeden rok. Opuściłam go w 2007 r. Byłam uczennicą Zasadniczej Szkoły Zawodowej w zawodzie kucharz.

Gdy przybyłam do Ośrodka każdy chciał mnie poznać. Byłam wtedy bardzo zbuntowaną dziewczyną. Nie chciałam żeby ktoś mi pomagał, albo mówił, co mam robić. Pobyt w Ośrodku uważałam wtedy za bezsensowny. Jednak po paru miesiącach wszyto zaczęło mieć sens. Zawsze był ktoś z kim mogłam pogadać o moich problemach. W Ośrodku naprawdę wiele się zmieniło...

Zaczęło mi zależeć na nauce, bo nauczyciele dużo wymagali, ale i byli bardzo szczerzy. Zaczęłam sie przykładać do nauki i lepiej mi szło. Poznałam wiele fajnych dziewczyn, z którymi się zaprzyjaźniłam.

Z perspektywy czasu myślę, że Ośrodek dał mi dużo zrozumienia i ciepła. Najbardziej tęsknie za wspólnymi wycieczkami i za osobami, które poznałam.

Teraz jestem mężatka i mamą. Skończyłam jeszcze liceum ogólnokształcące. Obecnie planuje wychować synka i iść do pracy. Ośrodek jest bardzo potrzebny dla zbuntowanych dziewczyn, takich jak ja kiedyś byłam...


Agnieszka

Mam na imię Agnieszka. Ośrodek, w którym byłam 2,5 roku, opuściłam w 2008 roku. Byłam uczennicą gimnazjum.

Gdy przybyłam do ośrodka miałam 14 lat. W ośrodku wiele się zmieniło. Zaczęłam się lepiej uczyć i znalazłam zrozumienie u moich wychowawców. Z perspektywy czasu myślę, że ośrodek pozwolił mi zrozumieć, że szkoła i rodzina jest najważniejsza w dzisiejszych czasach.

Teraz jestem uczennicą Technikum Hotelarskiego. Cieszę się z tego. Wiem, że gdyby nie pobyt w szkole w ośrodku to bym nie dostała się do żadnej szkoły.

Jak narazie nie myślę nad przyszłością. Żyje tym, co jest teraz, bo trzeba się na tym skoncentrować najbardziej. Mam jeszcze 3,5 roku szkoły więc nie spieszy mi się z dorosłością.


Kinga

Nazywam sie Kinga. Ośrodek, w którym byłam opuściłam w 2009 r. Byłam uczennicą gimnazjum.

Gdy przybyłam do ośrodka byłam wstydliwa, nieśmiała, ale też nie grzeczna dla moich najbliższych... Jak to każda nastolatka, która przechodzi okres buntu... Wagarowałam i nie uczyłam się. To wszystko stawało sie tak uciążliwe (również dla mnie), że rodzice nie wytrzymali tego i postanowili mnie wysłać do szkoły z internatem...

W ośrodku wiele sie zmieniło... Zaczęłam sie uczyć, gdyż byłyśmy pilnowane i aż zaganiane do nauki. W efekcie wyszło nam to na dobre, chociaż na początku wydawało sie takie głupie :) Ale to jest tylko i wyłącznie zasługa naszych wspaniałych wychowawców, którzy musieli sie męczyć z naszymi fochami i dość częstymi dąsami na dyscyplinę ...

Z perspektywy czasu myślę, że ośrodek dal mi wiele: pomógł przeżyć najtrudniejszy okres mojego życia oraz pomógł w odnalezieniu swoich pasji życiowych... U mnie jest to matematyka. Teraz dzięki temu i pomocy jej pracowników, poszłam do szkoły o kierunku matematycznym ... :)

Najbardziej chyba tęsknie za tymi wspaniałymi dziewczynami, które kiedyś zbłądziły i ich los wzięły w swoje ręce Siostry. Dzięki nim wreszcie wyszły na ludzi... Tak jak ja. Tęsknię też za nauczycielami, którzy zawsze szli nam z pomocą...

Teraz jestem lepszym człowiekiem. I za to dziękuje wszystkim pracownikom tej placówki... Pragnę przeprosić za moje dąsy i fochy :)


Monika

Nazywam się Monika. Ośrodek, w którym byłam 2 lata, opuściłam w 2009 roku. Byłam uczennicą ZSZ Gastronomicznej.

Gdy przybyłam do Ośrodka nie wiedziałam jak rozmawiać z ludźmi, nie potrafiłam inaczej załatwić sprawy jak nie przez bicie. Głównym, a jakże beznadziejnym celem było wypić i iść spać... Zapomnieć o tym jak życie potrafi dowalić. Rodzina nie akceptowała nic... nie mówiąc już o tym, że Bóg był dla mnie złym dziadkiem który tylko sądzi i karze. Oczywiście niesprawiedliwie!

W Ośrodku wiele się zmieniło... "Wiele" to małe słowo. Relacje międzyludzkie się zmieniły. Zauważyłam dostrzegać piękno... Sama stałam się piękna, bo przecież ludzie dobrzy to ludzie piękni... Zauważyłam Boga, jako kochającego Ojca... Dlatego, że potrafiłam Mu dziękować za to, co mam... A nie tylko brać i narzekać. Kontakty z rodziną poprawiły się w końcu. "Czas leczy rany". Z niezliczonej grupy ludzi, których nazywałam przyjaciółmi, zostały zaledwie dwie osoby... "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie".

W Ośrodku Siostry były bardzo dobre, wychowawcy grup i klas oddawali serce... dla nas, dla każdej osobno... Wiem, że gdyby nie Ośrodek leżałabym teraz pijana na Dworcu Centralnym, a przecież tego nie chcę. Zrozumiałam, że ludzie "pijani", Ci którzy biją i krzywdzą, wcale nie są źli, tylko bardzo zranieni... Czasem ludzie nie dają sobie pomóc. Ja dałam i jestem z tego dumna... Mam porządne wartości, które są moim fundamentem do pójścia DALEJ... Dziękuję!

Teraz jestem nianią... Planuję skończyć liceum i iść na studia resocjalizacyjne... I pomagać młodym, zagubionym ludziom... Każdy może być Dobrym Pasterzem...


Aneta

Nazywam sie Aneta. Do Ośrodka trafilam w 2 klasie gimnazjum. Później kontynuowalam nauke w szkole zawodowej gastronomicznej. Bylo fajnie . Poznałam dużo nowych, ciekawych osób. Nawiazalam kontakt z koleżankami i wychowawcami.

Pobyt w ośrodku dużo zmienił w moim zyciu. Zaczelam sie lepiej uczyć. Moi rodzice bardziej mnie rozumieli, łatwiej mi bylo dojść z nimi do porozumienia. Tak samo jak z wychowawcami z Ośrodka. Zawsze można było przyjść do wychowawcy, porozmawiac z Nim. Jak był jakiś problem, nawet osobisty, po takiej rozmowie człowiekowi sie lżej robiło i lepiej na sercu...

Z perspektywy czasu myśle, ze Ośrodek jest dobrym i pomocnym miejscem dla dziewczyn z dużymi problemami wychowawczymi. Najbardziej tęskni mi sie za koleżankami, wychowacami, porządkiem dnia, nawet za karami, które miały sens i czegoś uczyły... Czasami zastanawiam się, co by sie ze mna stalo, gdy bym nie trafila do Osrodka. Skoro rodzice juz nie mieli na mnie wplywu... Jestem wdzieczna wychowawcom za trud, który wkładali, żeby mi pomoc i innym dziewczynom.

Moim zdaniem jest, że Ośrodek jest jak najbardziej potrzebny, bo dla niektórych dziewczyn może być jak ostatnia deska ratunku, żeby nie trafily do poprawczaka czy nawet w gorsze miejsce.

Teraz jestem mama dwójki dzieci, szcześliwą żoną. Jak patrzę na całość mojego życia, żałuje, że później nie poszlam do liceum. No, ale juz trudno sie mówi... Pozdrawiam bardzo goraco...

Ewa

Nazywam się Ewa L. Ośrodek, w którym byłam 8 lat, opuściłam w grudniu 2004 r. Gdy przybyłam do Ośrodka miałam zaledwie 9 lat. Wtedy był tu tylko internat, chodziłyśmy do szkół poza terenem placówki.

W Ośrodku dostałam od wychowawców to, co w życiu jest najważniejsze: poczucie bezpieczeństwa, zrozumienie, szacunek, przyjaźń, troskę, choć czasami nie było różowo i jakaś kara też się pojawiła... ;) Hmmm... W wieku 13-16 lat, pobyt w Ośrodku był dla mnie koszmarem... Miałam wrażenie, że cały świat jest przeciwko mnie. Nauka przychodziła z ogromnym trudem, nic do mnie nie docierało, ale nauczyciele i wychowawcy nie odpuszczali...

Z perspektywy czasu myślę, że Ośrodek dał mi wiele, był jak mój drugi dom. Dzięki temu miejscu i ludziom, którzy tam pracują, którzy okazali mi tyle dobroci i miłości, nie zeszłam na złą drogę. Dzięki wsparciu sióstr i nauczycieli skończyłam szkołę średnią, z czasem zdałam maturę. Teraz jestem studentką pedagogiki. Do dziś, kiedy jest mi źle, coś w życiu idzie nie tak, wiem, że zawsze mogę liczyć na pomoc i wsparcie tych ludzi.

Najbardziej tęsknię za różnymi dodatkowymi zajęciami i kółkami zainteresowań, np. za zajęciami plastycznymi, robótkami ręcznymi, kołem teatralnym, wspólnymi śpiewami i zabawami w grupie.

Pragnę serdecznie podziękować WSZYSTKIM, którzy włożyli trud, aby ukształtować mnie na dobrego człowieka. Również przepraszam, za wszystkie wylane przeze mnie łzy, doznane przykrości...

Dziś ja chcę pomagać innym, tak jak Wy mi pomogliście... DZIĘKUJĘ!!!


Ola

Mam na imię się Ola. Ośrodek opuściłam w 2008 roku. Byłam tu dwa lata. Ukończyłam Zasadniczą Szkołę Zawodową w zawodzie fryzjer.

Gdy przybyłam do ośrodka wydawało mi się to tragedią. Zero wolności! Tylko nauka i modlitwa. Byłam wtedy strasznie negatywnie nastawiona do otoczenia w ośrodku i do siostr.

W ośrodku wiele się zmieniło. Poznałam tu, co to jest dyscyplina i samodyscyplina. Zaczęłam się lepiej uczyć. Poznałam dziewczyny z różnymi problemami, co pomogło mi zrozumieć swoje... Znalazłam pomoc u moich wychowawców, zaufałam starszym ode mnie osobom, co wcześniej nie było dla mnie łatwe. Ale udało się! Dziękuję im za te wszystkie chwile, w których otrzymywałam od nich wsparcie.

Z perspektywy czasu myślę, że Ośrodek przygotował mnie do dorosłego życia. Nauczył mnie jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Była to dla mnie wielka szkoła przetrwania, ale też szkoła kształtowania siebie.

Teraz jestem mamą. Mam swoją rodzinę, która bardzo kocham. Gdy odchowam moją córeczkę, planuje iść do pracy i dalej się uczyć.

Dom Matki Dobrego Pasterza

Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii

"Dom Matki Dobrego Pasterza"

ul. Zgoda 14, 05-500 Piaseczno

tel: (22) 756-83-37

fax: (22) 350-62-38

NIP: 123-08-48-409

REGON: 146359162

RSPO: 30639

konto bankowe: BS Piaseczno

74 8002 0004 0012 7084 2000 0007

Plan zajęć - Szkoła

Plan dyżurów - Internat